rozrywka   podróże   fachowo   poczta   startuj!
jaWsieci
 jaWsieci.pl podróże Moje Miasto TORUŃ
 Redaguje: Agata Baranowska
Toruń
Herbem Torunia, za czasów, kiedy ja tam jeszcze mieszkałam, czyli za "komuny", była - niezbyt oryginalnie - brama. Teraz w przywróconej starej formie herbu dominuje postać anioła z kluczem, a sama brama mniej rzuca się w oczy.
Mnie jako dziecko zawsze dziwiło, co ci "komuniści" właściwie mieli przeciwko temu staremu aniołowi. Nikt nie umiał mi tego wytłumaczyć, ponieważ sam tego do końca nie rozumiał: Po prostu tak było i już! - Z reakcji dorosłych wynikało, iż samo wyobrażenie, że mogliby się w tym przypadku czy w ogóle kierować jakimiś logicznymi powodami, mogło tylko naiwnemu dziecku przyjść do głowy.
No więc, dla mnie Toruń jest bramą. Nie tylko na świat, przejściem z małego świata podwórkowego dzieciństwa na szersze przestrzenie - konieczne istnienie tych przestrzeni wskazywała bardzo szeroko tu rozlana Wisła, przepływająca u progu miasta - jak mi się wtedy zdawało - obojętna, śpiesząca gdzieś w sobie tylko wiadomych sprawach.
Dla osoby mieszkającej za granicą, ale nie od zawsze, często najważniejszym pytaniem nie jest to, gdzie teraz mieszkasz. To zmienia się zazwyczaj dość często, a i też w małej mierze świadczy o tobie. No, co najwyżej o prawdopodobieństwie przeżytych przez ciebie takich lub troszkę innych zranień lub ich ilości. Ważniejszym jest: "A skąd jesteś z Polski?" I tu okazuje się (w przypadku Niemiec), czy jesteś Ślązakiem / Ślązaczką czy też z "reszty Polski".
Ja "z Polski" jestem z tej "reszty", właśnie z Torunia. Urodziłam się co prawda w Warszawie, ale zamieszkałam w Toruniu w wieku paru miesięcy, a mieszkałam tam aż do mego wyjazdu z Polski.
Toruń jest więc dla mnie bramą, wejściem w rzeczywistość "polskości" codziennej, tej zwyczajnej, niecharakterystycznej, właściwie nawet mało polskiej, bo nie spotykającej na swej drodze niczego, względem czego ta "polskość" miałaby się objawić. Ale na tej planszy do gry mam jakiś własny, mi przypisany punkt w układzie współrzędnych. A to pozwala mi stawać wobec tych, którzy wyjechali z kraju jako dorośli, jak i "ludzi bieżąco z Polski" w lepszej pozycji niż osoby urodzone już za granicą. Albo niż te, które wyjechały w tak młodym wieku, że ten punkt zaczepienia straciły. One mogą niekiedy już tylko pełnić rolę pasywnych widzów. Ja mam swoją bramę na planszę i mogę zawsze, mimo upośledzeń, wziąć udział w grze.

Toruń kojarzy mi się z planszą do gry, z rozlewającymi się wszechstronnie przestrzeniami i bezkresnym horyzontem, ponieważ mieszkałam na dziesiątym piętrze samotnego wówczas wieżowca, położonego dość blisko samego centrum. Przyzwyczaiłam się patrzeć na to, położone na zupełnie płaskim terenie, miasto z lotu ptaku, spoglądać z góry na ludzi, ulice, zaglądać ludziom do ogrodów domków jednorodzinnych itp. Starałam się wieczorem z balkonu rozpoznawać ulice, którymi prowadziła mnie mama za dnia, szukać punktów - gdzie jest lodowisko, a gdzie szkoła itp., rozumieć geometrię ulic i stosunków geograficznych względem siebie. Pamiętam jeszcze dobrze moje dziecinne sny, w których gubiłam się za którymś tam rogiem na kształtującej się powoli w głowie mapie miasta.

Byliśmy przybyszami. Dlatego nie wiem dokładnie czym jest Toruń w rzeczywistości kulturalnej. Dla mnie, dziecka, był zdecydowanie rzeczywistością geograficzną czy nawet bardziej geometryczną niż czymkolwiek innym. Inni mówili, że jest bardzo ładnym miastem. Nie rozumiałam tego. Był po prostu miastem, przestrzenią, nie mogłam go po prostu ogarnąć taką kategorią jak ładny czy brzydki. Tego nauczyłam się dopiero po jego opuszczeniu, kiedy uświadomiłam sobie, że jest naprawdę jednym z piękniejszych miast w ogóle. Dopóki byłam w środku po prostu nie mogłam go ogarnąć jako pewnej całości widzianej z zewnątrz.

Patrząc z wysoka Toruń ginął w drzewach, spomiędzy których wystawały pojedynczo większe budowle. Teraz to się zmieniło, stare sady i ogrody starych domków zastąpiły kilkupiętrowe bloki. Ten proces następował już za moich czasów - zabudowano nam naszą górkę do zjeżdżania na sankach - jednak posuwał się wtedy, inaczej niż teraz, jeszcze bardzo powoli.
Na zachodzie - balkon - miasto otaczały olbrzymie połacie Puszczy Bydgoskiej, nad którą czasami latem wzbijały się czarne chmary dymu podczas letnich pożarów. Na wschodzie - okno kuchenne - pod nosem małe fabryczki, w oddali majaczyło Rubinkowo, dzielnica wieżowców zdająca się każdemu mieszkańcowi "prawdziwego" Torunia betonową pustynią. Jeszcze dalej z mgły osnuwającej wschodni horyzont wystawały kominy - chyba elektrowni. Słynne zakłady "Elany" były gdzie indziej, wiedziałam, że są, ale jakoś nigdy dokładnie gdzie. Zdecydowanie wolałam widok z balkonu.
W nocy obie strony ginęły w morzu kolorowych świateł. Najpiękniejsza pod tym względem była noc Święta Wszystkich Świętych czyli wigilia Zaduszek. Po powrocie z pobliskiego cmentarza, którego wieczorne odwiedzanie w to święto było dla mnie zawsze niesamowitym przeżyciem (jako nie mający tam własnych grobów, szukaliśmy i stawialiśmy nasze świeczki na tzw. grobach zapomnianych, licząc na to, że i z naszymi, gdzieś daleko, też ktoś tak postąpi), spoglądaliśmy na miasto - wszystkie cmentarze miasta znaczyły się w nocy jako falujące morza żywego światła, przy którym zwykłe światła nocnego miasta wyglądały martwo i blado.
Rubinkowo - mieszkało tam sporo moich znajomych - to nie był dla mnie tak właściwie Toruń w ścisłym tego słowa znaczeniu. To było coś przyklejonego, należało do nas, ale tak naprawdę był to świat sam w sobie. Ale nawet mój "dom" odczuwałam jako tak naprawdę to jakby doklejony z boku.
Prawdziwy Toruń - to był dla mnie niewiele rozszerzony teren Starego i Nowego Miasta. Ale należało do niego na pewno Muzeum Etnograficzne znajdujące się w wolnostojącym budynku starego Arsenału. Stoi on w parku niedaleko miejsca gdzie znajdowała się średniowieczna brama miasta w nieistniejących już dziś od tej strony murach. W tym muzeum pracowała moja mama. Było ono dla mnie bardzo ważnym punktem. Przynależy do niego mianowicie skansen, ze względu na swe położenie w środku miasta niezbyt rozległy, ale za to jak na swą wielkość bogaty w eksponaty. Jako dzieci pracowników nasza mała paczka miała przywilej darmowego wchodzenia do niego o dowolnej porze, tak że większość wolnego czasu spędzaliśmy w naszym własnym chronionym światku, do którego niewiele osób miało dostęp, buszując po krzakach, biegając po zagrodach i grzędach udawanych wiejskich ogródków, na których muzealnicy sadzili sobie trochę warzyw. Do samych chat nie wolno nam było co prawda wchodzić bez opieki, ale i tak przywykł człowiek do strzech i gontów, żaren, pieców chlebnych, studni - żurawia (o mało co żeśmy jej nie połamali, a była dla nas olbrzymia) i innych elementów wiejskiego świata w środku - wtedy jeszcze wojewódzkiego - miasta.



  1   2   3  


Ostre akcje w obronie zwierząt


pogoda
wiadomości
prasówka
kalendarz
kontakt:
poczta
sms
czat
dyskusje
forum
blogi
kartki
e-dyski
strony
tematy
szukam:
e-zasoby
tv & radio
odjazdy
rozrywka
podróże
zdrowie
sztuka:
teatr
kino
muzyka
literatura
e-galeria
muzeum
recenzje
inicjatywy
wydarzenia
zakupy
pieniądze
fachowo
patronaty
reklama
taxi




Karton w E-galerii
O portalu | Kontakt | Komunikaty | Pełny nawigator | Reklama | Strony WWW | Serwer | Domeny | Współpraca
© Copyright by jaWsieci 2001-2010. Wszystkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu
[do góry]